
|
|

Tam, gdzie nie sięga wzrok
|

Mania Mienia
|
|
Koncert Anny Marii Jopek z przyjaciółmi oraz z Patem Metheny
(Warszawa, 9.12.2002)
autor tekstu: Andrzej Fronc zdjęcia: Pawel Kuraszkiewicz
Ogromna Sala Kongresowa, wypełniona do ostatniego miejsca. Na scenie mnóstwo instrumentów. Zanosi się na wielkie wydarzenie muzyczne. Szum rozmów i szeptów. Wokół sceny brak nawet miejsc stojących. Gasną światła.
Na scenę wchodzi Anna Maria Jopek i Pat Metheny. Zaczynają od utworu "Cichy zapada zmrok". Jakbyśmy wszyscy zasiedli wokół obydwojga wsłuchując się w tą pieśń, śpiewaną na obozach wakacyjnych przy ognisku. Nad nami przestrzeń rozgwieżdżonego nieba, w sercach radość wspólnego przebywania i pragnienie, by wieczorny gość mógł choć jeszcze chwilkę pozostać wśród nas, choć ze smutkiem przeczuwamy, że musi odejść i że jak prawie wszystko w życiu, chwile te muszą przeminąć.
Poczucie czasu i miejsca pozostały gdzieś poza Salą Kongresową. Wbiegają pozostali muzycy i za chwilę już całkowicie wchłonięci zostajemy przez muzykę.
To nie jest recenzja, ani zwykła relacja z koncertu.
Po tym jak muzycy wykonawszy bisy (w drugiej części drugiego koncertu roiło się wręcz od ponownie wykonywanych utworów, jak gdyby muzycy nie mogli się ze sobą rozstać) zeszli ze sceny publiczność z niejakim trudem przypominała sobie o całym świecie, opuszczonym na czas tej muzycznej podróży, i na twarzach malowały się uczucia szczęścia i zachwytu. Anna Maria Jopek z przyjaciółmi oraz z Patem Metheny przemawiali na swój czarowny sposób do tego, co w nas dobre, wartościowe i twórcze. Ktoś powoli wychodząc stwierdził "Teraz mogę umierać".
Proszę więc po moich wrażeniach nie spodziewać się krytycznej oceny występu i próby kategoryzacji tego, co się wtedy działo. Jeśli choć w drobnej części uda mi się zaciekawić Państwa i zachęcić do sięgnięcia po płytę "Upojenie", to będę usatysfakcjonowany. O nic innego mi tu nie chodzi.
Zaczęło się od jakichś niesprecyzowanych wieści o wspólnym projekcie. Jako wielbicielowi talentu obydwojga serce zabiło mi mocniej, gdy okazało się, że zanosi się na wspólne nagrania. Niecierpliwość serca z trudem pozwalała na spokojne oczekiwanie na kolejne wiadomości. Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne szczegóły. Jakieś tytuły, daty itp. Napięcie rosło. Wszyscy czekaliśmy radując się w sercu i wypatrując pierwszych owoców tego projektu, który dla wielbicieli muzyki Pata Metheny i Anny Marii Jopek oznaczał połączenie się dwóch wspaniałych światów muzyki. Mijały kolejne tygodnie i już wiedzieliśmy, że nagranie odbyło się i znane nam już były daty wydania płyty oraz koncertu. Czekaliśmy więc oszołomieni pierwszymi radosnymi wypowiedziami Anny Marii Jopek i jej męża. Do tego ta radość z mającego się odbyć koncertu!
Wreszcie nadszedł ten wieczór. Siedzę w Sali Kongresowej i z bijącym sercem czekam na pierwsze dźwięki koncertu. Jak już powiedziałem, tak naprawdę to nie mogłaby być zwykła recenzja. To nie był też zwykły koncert. Ania i Pat zaprosili nas na ów wieczór, byśmy wspólnie mogli cieszyć się tym wydarzeniem. Najpierw wspólnie czekaliśmy, a teraz mogliśmy nacieszyć się tą wspaniałą muzyką. Nikt nie traktował tego jako kolejnego wydarzenia muzycznego, które zostanie następnie poddane chłodnej i surowej ocenie krytyków.
Wszystko to odbyło się tak, jak gdybyśmy zasiedli wokół muzyków i przysłuchiwali się temu, czym oni chcieli się z nami podzielić. Wiedzieliśmy, że projekt ten to wynik kolejno podejmowanych prób nawiązania kontaktu między muzykami. Teraz zaś cieszyliśmy się my, słuchacze i cieszyli się muzycy. Byliśmy tam tak samo ważni, jak oni. Liczono na nasze przyjście.
Spotkali się znajomi i przyjaciele. Upajaliśmy się więc tą wspaniałą muzyką. Anna Maria Jopek cieszyła się jak dziecko, a my wraz z nią.
Odbyły się dwa koncerty. Miałem to szczęście być na drugim, kiedy muzycy rozgrzali się i pozbyli resztek tremy. Mieli bardzo niewiele czasu na próby i to (podobno) dało się słyszeć w trakcie pierwszego koncertu. Koncert drugi odbył się już bez nerwów. To było słychać. Anna Maria Jopek była w siódmym niebie. Świętowaliśmy to, że w końcu udał się ten wyśniony projekt.
 Dawno nie mieliśmy okazji słyszeć tyle akustycznego Pata. Anna Maria Jopek wyciągnęła go faktycznie na zwierzenia. Przeważały ballady. Cudowna, rozkołysana i delikatnie utkana muzyka. Wspaniale grający nasi muzycy i gościnnie Milo Cinelu na instrumentach perkusyjnych. Pat często w roli "zwykłego" akompaniatora, przez cały czas jednak prowadzący całe wydarzenie. Klejnoty, cudownie zagrane i zaśpiewane.
Na program koncertu składały się utwory z wydanej właśnie płyty. Niespodzianką była bardzo żywa "Cyraneczka" oraz "Szepty i łzy" Wojciecha Kilara. Pojawił się również jeden ze skarbów Przybory i Wasowskiego "Na całej połaci śnieg". Anna Maria Jopek śpiewała, a przygrywali jej przyjaciele wraz z Patem Metheny i wydawało się jakby skład ów był czymś najzupełniej zwyczajnym na świecie!
Kto by pomyślał, że usłyszymy kiedyś Pata akompaniującego czy też po prostu wykonującego utwory śpiewane w języku polskim! Do oryginalnych utworów Ani wniósł to, co jest jego niepowtarzalnym i rozpoznawalnym stylem. Oczarował pięknym wykonaniem "Polskich dróg" Kurylewicza. Z wielką ufnością podarowany mu został ów temat, tak drogi wszystkim chyba Polakom, i Pat z właściwym sobie szacunkiem, ale również w sposób twórczy potraktował tą piękną kompozycję. Równie poruszająco i odkrywczo podszedł do najbardziej chyba polskiej z kolęd bożonarodzeniowch "Lulajże Jezuniu". Z naszej strony Pat obdarowany został bardzo oryginalnym podejściem do wielu swoich tematów stanowiących dla jego wielbicieli swoiste standardy. Bardzo często powtarzał potem, że wzruszył go fakt, iż są "gdzieś daleko" osoby tak przeżywające i twórczo interpretujące jego muzykę. Na długo w pamięci pozostanie przepięknej urody interpretacja "Letter From Home" w wykonaniu pianisty Leszka Możdżera.
Piękne piosenki, delikatnie i zwiewnie zaśpiewane i zagrane. Znakomita gra naszych muzyków. Wspaniała gra Miśkiewicza na saksofonie, niesamowity Możdżer przy fortepianie i świetny Oleszkiewicz na kontrabasie. Prawdziwa uczta dla wielbicieli dobrej muzyki, a jeszcze wspanialsza dla fanów obydwojga, którzy mogli upajać się czarownym połączeniem obydwu światów muzycznych. Delikatne (choć chwilami całkiem drapieżne) wokalizy Anny Marii Jopek oplatane w większości akustycznym brzmieniem gitar Pata Metheny. Wszystko precyzyjnie i pieczołowicie zaaranżowane, z lekką nutką tajemnicy. Po swoim świecie dźwięków oprowadzało nas dwoje muzycznych gawędziarzy. Głos Anny Marii Jopek okazał się być równorzędnym instrumentem, z właściwymi kobiecie lekkością i wdziękiem poruszającym się pośród tych zaczarowanych dźwiękowych krajobrazów, znanych nam dotychczas z twórczości obydwojga. Teraz zaś mogliśmy zanurzyć się w tym, co działo się na scenie, a było przepięknej urody wspólnym tańcem tych dwojga wraz ze swoimi przyjaciółmi.
Koncert ten odbywał się niejako poza czasem i przestrzenią. Muzyka poprzez swój liryczny klimat ze sporą dawką kobiecej wrażliwości wprowadziła siedzących w Sali Kongresowej w świat pełen tajemnic i niedopowiedzeń, niedokończonych gestów i poruszeń serca. Dzięki temu mogliśmy poczuć się w niej niczym u siebie i wypełnić darowane nam utwory własnymi uczuciami i wrażeniami. Tym razem słynne pytanie Pata "Are You Going With Me?" (niesłychanie pulsująca wersja jednego z przebojów Pata z jego porywającą solówką) zostało zadane nam przez obydwoje artystów, traktujących poważnie nas słuchaczy. Artystów, przekonanych o istnieniu w życiu spraw ważnych i pięknych oraz zachwyconych możliwością ich muzycznego przekazu. Zachwyt zaś, jak wiemy i czego uszczęśliwieni doświadczyliśmy owego wieczoru, udziela się słuchającym i jest to w dzisiejszych czasach rzecz niesłychanie ważna i nie tak częsta.
Muzyka Pata Metheny jest na wskroś muzyką dialogiczną, zapraszającą słuchających do wspólnego wędrowania i zachęcającą wręcz do dzielenia się własnym spojrzeniem na to co w nas i dokoła nas. Anna Maria Jopek z charakterystyczną dla siebie muzykalnością, wyczuciem rytmu i elegancją wspaniale i twórczo wpasowała się w ten dialog. Rozmawiając ze sobą zaprosili nas, byśmy przysiedli się do nich i spędzili z nimi ten niezapomniany wieczór.
To wspaniale, że na muzyczne zaproszenie Pata, a tym jest jego muzyka, śpiewnie odpowiedziała właśnie Anna Maria Jopek, a my mogliśmy uczestniczyć w tej upojnej wędrówce, w radosnym spotkaniu przyjaciół zachwyconych wspólnym przemierzaniem tych wszystkich miejsc, które ocierają się o nasze serca i o to wszystko, co jest nam drogie.
Zarówno płyta jak i koncert to bardzo intymna wypowiedź muzyków (tu ukłon dla wszystkich odpowiedzialnych za proces nagrania i produkcji, z Marcinem Kydryńskim na czele, który jest zarówno prywatnie jak też muzycznie partnerem Anny Marii Jopek i w nader krótkim okresie czasu dokonał bez mała cudu tak wspaniale odczytując intencje Anny Marii Jopek i Pata Metheny, tworząc ramy dla tego przebogatego dźwiękowego uniwersum, na dodatek wzbogacając swoją rolę aktywnym udziałem we współtworzeniu poszczególnych utworów i ich wersji w przypadku tematów Pata), muzycznie na absolutnie najwyższym poziomie wykonawstwa. Zachwycająca klarowność i przestrzenność sceny muzycznej emanująca zarówno z nagrania płytowego jak też obecna w trakcie koncertu.
Wrażenia te piszę w marcu 2003 roku, po wielu recenzjach i publikacjach związanych z wydaniem płyty i z koncertem oraz po wielu nagrodach i wyróżnieniach, jakie do dnia dzisiejszego zbiera Anna Maria Jopek. Wrażenia te nie straciły nic ze swojej intensywności. Są takie wydarzenia w życiu, które nas dotykają i podprowadzają choćby odrobinę dalej, poszerzając pole naszej wrażliwości. Wydarzenia, które pozostają z nami, czy też w nas i stanowią naszą integralną część. Mimo tych tysięcy słuchaczy, koncert ten był intymnym spotkaniem i wręcz osobistym kontaktem z tworzącymi go muzykami.
Sama płyta sprzedała się dotychczas w ilości ponad 150.000 tys. egzemplarzy, co przy tego rodzaju muzyce jest wynikiem niebywałym. Wiemy już, że sukces ten zaowocował w międzyczasie decyzją o wydaniu płyty poza Polską, o co prosiła spora grupa wielbicieli Pata Metheny, zaintrygowana "egzotycznym" projektem gitarzysty. Niewątpliwie jest to ogromny sukces Anny Marii Jopek i wspaniałe urzeczywistnienie jej marzeń muzycznych. Strach pomyśleć, co będzie dalej. Zaś dla Pata Metheny wspólne nagrania z wokalistką z dalekiej (i bardzo lubianej) Polski okazały się być inspirującą przygodą z pięknie i śpiewnie szeleszczącym językiem polskim oraz spotkaniem z muzykami, którzy nie odbiegają swoim warsztatem, wrażliwością i kreatywnością od pierwszej ligi swoich kolegów na świecie.
Pat odkrył w wizji muzyki Anny Marii Jopek wiele wspólnego z tym, jak sam patrzy na świat poprzez pryzmat zapisu nutowego. Obydwoje łączy muzyka jako zapisany w dźwiękach sposób opisu rzeczywistości oraz aktywnego jej przemierzania. Anna Maria Jopek podzieliła się z Patem tym, co stanowi jej dotychczasowy owoc twórczego spotkania wrażliwej muzycznie kobiety z elementami polskości, lub też jak kto woli słowiańskości (pewnego rodzaju lirycznego rozmarzenia i wrażliwości). Wszystko to misternie wplecione w okołojazzowe klimaty (nie mylić z terminem smooth jazz) i wydawałoby się wręcz idealnie uzupełnione przez gitarowe granie Pata Metheny. Do spotkania tych dwojga musiało dojść. Koncert w Warszawie był wspaniałą okazją uczestniczenia w tym radosnym wydarzeniu. Poza zachwytem i radością pozostaje napewno uczucie wdzięczności za obdarowanie owocami tego projektu.
Mamy nadzieję, że o wyjątkowej urodzie tego upojenia będą mieli również okazję przekonać się słuchacze w innych krajach oraz że może pewnego dnia będzie miało miejsce następne spotkanie obydwojga, tym razem przynosząc w takiej czy innej formie nowe, oryginalne kompozycje Anny Marii Jopek i Pata Metheny.
|
|