.:: ANNA MARIA JOPEK ::. ID.::

DYSKOGRAFIA: UPOJENIE


Anna Maria Jopek - upojenie

Upojenie
Warner Music 2002

album otrzymał status PLATYNOWEJ PŁYTY

1. Cichy Zapada Zmrok
2. Przypływ, Odpływ, Oddech Czasu
3. Tam, Gdzie Nie Sięga Wzrok
4. Biel
5. Czarne Słowa
6. Letter From Home
7. Are You Going With Me?
8. Zupełnie Inna Ja
9. Mania Mienia
10. By On Był Tu
11. Upojenie
12. Piosenka Dla Stasia
13. Me Jedyne Niebo
14. Polskie Drogi

Teksty piosenek...


TELDYSKI:

Tam, gdzie nie sięga wzrok (wkrótce)

Więcej:

Relacja z koncertu AMJ & PM

Zdjęcia z koncertu

Pat & AMJ - zdjęcia z próby przed koncertem

PAT, AMJ & MK w Studio - zdjęcia

O płycie...

W UPOJENIU - reportaz

SINGLE:

Tam, gdzie nie sięga wzrok

Tam, gdzie nie sięga wzrok

Mania Mienia

Mania Mienia


TELEDYSK:

Tam, gdzie nie sięga wzrok - teledysk

Tam, gdzie nie sięga wzrok

Historia Pewnego Nagrania
Z Anną Marią Jopek rozmawia Anna Bernat
Jazz Forum Grudzień 12/2002

"Upojenie" to tytuł płyty, którą nagrali wspólnie polska wokalistka Anna Maria Jopek i amerykański gitarzysta jazzowy Pat Metheny. Jest ona uznana za najważniejszy projekt polskiej fonografii. Premiera albumu-2 grudnia 2002.Wspólny koncert artystów w warszawskiej sali Kongresowej-9 grudnia 2002.

JAZZ FORUM: Podobno miało znaczenie to, że w podróż, podczas której rozpoczęła się najważniejsza w pani biografii artystycznej przygoda, wybrała się pani samochodem, a nie samolotem.

ANNA MARIA JOPEK: Oj, chyba miało! To był lipiec 2001 roku. Były wakacje. Wsiedliśmy z Marcinem, moim mężem, do samochodu (panicznie boimy się latać samolotem) i przez trzy dni jechaliśmy z Polski do małego norweskiego miasteczka Molde na festiwal jazzowy. Puste drogi wiodące wzdłuż fiordów w pięknym, ale surowym krajobrazie Norwegii...Nie tego oczekiwałam od wakacji. Ale jechaliśmy przecież słuchać Pata Metheny'ego. Kilka dni wcześniej jedne ze słuchaczy Marcinowych audycji w radiowej Trójce poinformował nas przez Internet, że w Molde ma się odbyć tydzień poświecony Patowi Metheny'emu. Amerykański gitarzysta miał tam występować codziennie w innym projekcie; w składzie akustycznym, elektrycznym i symfonicznym. Miał to być rodzaj hołdu złożony temu wybitnemu muzykowi.
    W wyprawie do Norwegii towarzyszył nam Jacek Żurawski z Warner Music. Zna on osobiście Pata, ponieważ pracuje dla tej samej wytwórni, w której gitarzysta nagrywa. A poza tym tak jak i my, od lat kocha jego muzykę i od dawna razem z Marcinem obmyślali projekt mojego wspólnego nagrania z Patem.
    W Molde, muzyka Pata Metheny'ego rzeczywiście pojawiła się we wszystkich stylistycznych ujęciach i w miejscach nadających się do występów: w hali sportowej, w sali koncertowej i w klubie. Była to wspaniała okazja, aby posłuchać go w różnych "ambientach"- środowiskach brzmieniowych. Jednego dnia grał free z młodymi muzykami, innego dnia-z orkiestrą, potem z Charlie'm Hadenem zaprezentowali cały projekt "Beyond The Missouri Sky", tak przez nas kochany. Wreszcie udało się z nim skontaktować.-No dobrze, znajdę dla was kwadrans-powiedział Jackowi. Kiedy przyszliśmy do klubu na spotkanie pomiędzy próbą a koncertem, był czarujący i uważny. I myślę, że naprawdę zrobiło na nim wrażenie to, że trzy dni do niego jechaliśmy. A gdy zgodził się posłuchać moich nagrań, Marcin mu je od razu wręczył.
    Wymieniliśmy serdeczności, Pat zachwycał się Polską i wspominał wspaniałą polską publiczność i nie odżegnywał się od możliwości nagrania polskiego projektu. Ale było to raczej niezobowiązujące, kurtuazyjne spotkanie. I myślałam, ze na tym ta historia się skończy.

JF: Mogło tak się stać, zważywszy, ze to było już wasze drugie "podejście" do Pata Metheny'ego. Idea, aby doprowadzić do wspólnego nagrania z tym wybitnym gitarzysta pojawiła się przecież dużo wcześniej, bo już w 1998 roku.

AMJ: Nie był to mój pomysł. Nie miałabym śmiałości. Wymyślił to Marcin, mój absolutny partner w muzyce. Marcin wierzy w to, co robię. To on wyciąga z kosza ciśnięte tam przeze mnie w chwili niepewności moje kompozycje, od mi dodaje odwagi. Marcin już parę lat temu marzył, by skojarzyć nasze muzyczne światy Pata Metheny'ego i mój. I zabrał się do tego, wkrótce po moim debiucie, czyli albumie "Ale jestem", od którego mija właśnie piec lat. Po drugiej płycie "Szeptem" Marcin sporządził płytę demo i wysłał do agenta Metheny'ego. Gitarzysta był wtedy w wirze pracy i agent odpisał, że muzyk nie ma czasu jej przesłuchać. Teraz, myślę, ze może dobrze się stało. Pat jest wyczulony na świeżość, oryginalność, tropi nowe muzyczne światy. Moje pierwsze albumy były hołdem dla muzyki, która mnie na początku kształtowała. "Szeptem" było ukłonem w stronę standardów i polskiej liryki, ale album ten nie zawierał moich kompozycji. Stylistycznie jestem obecnie w zupełnie innym miejscu.

JF: Co zatem znalazło się na krążku, jaki Marcin Kydryński wręczył w Molde patowi Metheny'emu?

AMJ: Mówiąc krotko: "Barefoot", nagrania z Joe Lovano i Tomaszem Stańko i moje próby aranży na glos a capella. To jest zresztą sprawa, która mnie niezwykle interesuje. Chciałabym kiedyś nagrać całą taką płytę i powoli się do tego przymierzam. Glos jest najdoskonalszym instrumentem. Intryguje i fascynuje mnie, jak wiele można stworzyć głosem. Frazowanie, brzmienie, faktura-na żadnym innym instrumencie nie zagrasz tak legato! Potem, już podczas pracy w studiu, okazało się, ze Pat jest entuzjasta wokaliz, chórków i wszędzie, gdzie było można, kazał mi je robić.
    Tak wiec przedstawiliśmy Metheny'emu oryginalne materiały. Bardzo własne i nie przypominające absolutnie niczego, co dotąd słyszeliśmy.

JF: Kiedy dowiedziała się Pani, że Metheny przyjął propozycję?

AMJ: Nie minął tydzień od naszego powrotu z Norwegii, a Jacek Żurawski był już w kontakcie z agentem Pata, który prosił o szczegółowe przedstawienie projektu nagrania.
    Początkowo miała to być płyta całkowicie akustyczna, inspirowana "Beyond The Missouri Sky"- tym naszym ukochanym albumem. Jego piękno tkwi w prostocie, ma on skromną fakturę, może być nagrywany "na setkę", czyli w realnym czasie, całym zespołem. Pat dobrze na ten nasz pierwotny pomysł zareagował. Jest przecież entuzjastą ballad i małych faktur, w których ogromną rolę odgrywa cisza, niemal kontemplacja ciszy. Istniało tylko takie zagrożenie, że taki projekt byłby zbyt "koneserski", dla wysublimowanego. A na to z kolei nie pisała się wytwórnia Warner Music, która tak dzielnie podpisywała pierwszy w historii polskiej fonografii tak poważny kontrakt.
   Postanowiliśmy część płyty nagrać na "setkę", a pozostałą część produkować przy użyciu wcześniej nagranych ścieżek.

J.F: Co to dokładnie znaczy?

AMJ: Nad szkieletem i wstępną formą utworów pracowaliśmy już wcześniej od lata w naszych domowych studiach. Na płycie znalazły się te utwory Pata, które były już od strony produkcji doskonale opracowane. Zmobilizowaliśmy z Marcinem wszystkie znane nam najlepsze siły muzyczne. I tak przy utworze "Follow Me-Tam, gdzie nie sięga wzrok" pracował z nami Marcin Pospieszalski, a przy dwóch innych "Another Life-Me jedyne niebo" i "So May It Secretly Begin-Mania mienia" Mateusz Pospieszalski. Przy "Are You Going With Me?" działał Paweł Bzim Zarecki.
   To był punkt wyjścia. Fantastyczne są możliwości współczesnej techniki. Najpierw komputerowo stworzyliśmy groovy, loopy, syntetyczne brzmienia, a potem mogliśmy wejść do studia aby, dograć-stworzyć całą warstwę akustyczną. Nie mogliśmy się już doczekać Pata.

JF: Ale on nie dojechał.

AMJ: No właśnie. Nastąpił słynny sierpień 2002, gdy Pat nie dojechał. Dlaczego? Otóż na cztery dni przed jego przyjazdem okazało się, że nie możemy mieć studia do dyspozycji, zarezerwowanego na tydzień przez całą dobę. A to był jego warunek. Studio przez 24 godziny! Pat nie zdawał sobie sprawy, że nie możemy wynająć innego miejsca na nagranie, bo S4 jest jedynym studiem w kraju mającym odpowiedni standard do takich sesji, a więc osobne kabiny dla muzyków i komputerowy program protools. Ale my byliśmy już pod taką parą, że postanowiliśmy wejść do studia mimo wszystko. Ze Stanów przyleciał już kontrabasista Darek Oleszkiewicz . Był Leszek Możdżer. Zagraliśmy wtedy całą część materiału, nad którą pracowaliśmy na domowych komputerach. Potem zabraliśmy ze Studia S4 nagrania żywej sekcji nagrane z protoolsa na dwa twarde dyski Fire-Wire. To bardzo wygodne. Później już w innym studiu można sobie robić warianty edycji. A było tego sporo. Przecież w utworach popowych nie ma miejsca na jamowanie. Muszą być sekwencje i porządek. To pop a, nie jazz.
    Ale z drugiej strony nie można nagrania pozbawić elementu ludzkiego. Nie można pozwolić, aby maszyny nas zdominowały. Trzeba znaleźć równowagę. Dziś mogę powiedzieć, że produkcyjna część płyty pochłonęła nam pół roku życia, a druga połowa płyty-ta akustyczna dokonała się w tydzień.

JF: A jak wyglądały sesje, gdy 7 października Pat Metheny pojawił się w studiu S4?

AMJ: Kiedy zjawił się ze swoimi siedmioma gitarami, m.in. elektryczną, klasyczną, akustyczną, 42-strunową gitarą pikasso, barytonową, sopranową, zrozumieliśmy dlaczego Pat musi mieć studio cały czas do dyspozycji, przecież nie może z tym całym gitarowym arsenałem wędrować do hotelu.
    Na miejscu wszystko było przygotowane. Przy konsolecie czuwał Tadeusz Mieczkowski. Muzycy: saksofonista Henryk Miśkiewicz, pianista Leszek Możdżer, perkusista Cezary Konrad i basista Darek Oleszkiewicz byli skupieni i gotowi. Trzy dni poświęciliśmy na nagrania "na setkę". Pierwszego dnia spotkaliśmy się z Patem przy fortepianie . Chciał żebyśmy mu zaprezentowali piosenki. Śpiewałam mu je do ucha bez mikrofonu. Darek Oleszkiewicz przygrywał na basie za plecami Leszka Możdżera.
    Zagraliśmy sześć utworów przygotowanych do pracy studyjnej na akustyczne małe składy. I Pat decydował po pierwszym słuchaniu: w tym utworze będzie fortepian, bas i gitary. Jakie chcesz gitary?- pytał Marcina, który jest producentem tej płyty. Pat ceni gust Marcina. Uzgadniał z nim wszystko od formy po brzmienie. A po nagraniu, nad którym w reżyserce czuwał Tadeusz z Marcinem, Pat zawsze pytał: "No i jak poszło?" "Czy to jest ta wersja, której chce się słuchać?"

JF: Jak wyglądał ten "wielki tydzień" od 7 do 12 października w studiu?

AMJ: Pierwszego dnia, jak już wspominałam, odbyła się sesja fortepianowa. Nagrywaliśmy wtedy "Upojenie", "Farmer's Trust-By on był tu" i '" Lulajże Jezuniu", która to kolęda, całkowicie na nowo zreharmonizowana przez Pata, zostanie wydana oddzielnie na specjalnym, świątecznym singlu. Drugiego dnia na warsztat poszły utwory w trio oraz instrumentalny duet Pata z Darkiem Oleszkiewiczem ( "Polskie drogi", nasz ukłon w stronę "Beyond The Missouri Sky"). Natomiast trzeciego były moje duety z Patem. W jednej piosence dołączył do nas na sopranie Henryk Miśkiewicz. Jej tytuł "Always and Forever", miał być początkowo tytułem całego albumu, ale jednak wybraliśmy "Upojenie", które to słowo oddaje stan naszego ducha podczas pracy nad tym niesamowitym projektem. Gdy zakończyliśmy nagrania akustyczne wzięliśmy się-czwartego dnia- za rzeczy produkowane.
    Zdarzały się też zabawne, nieplanowane zwroty w muzycznej akcji. Mieliśmy grać właśnie "Upojenie", kompozycję, która napisałam dla Michała Żebrowskiego na płytę "Lubię, kiedy kobieta". Powiedziałam Patowi, że jest tam pewien riff gitarowy, na którym mi szczególnie zależy. Stwierdził on, że ma konkretny pomysł na swoją obecność w tym utworze, i że może tym riffem zajmie się inny gitarzysta. Wtedy w kwadrans ściągnęliśmy do studia Marka Napiórkowskiego. Był zaskoczony, ale zadowolony. Dostał najlepszą gitarę Pata, wartości niezłego samochodu i z marszu zagrał. Pat z całą powagą, zwracając się do stroicielki gitar, Karoliny Chrzan, wysyłał ją ciągle do Marka, mówiąc:- Could you please, go to the second guitar department? Czy możesz pójść do drugiego oddziału gitar? Naprawdę byliśmy szczęśliwi, że "Napiór" wziął udział w nagraniu, i że tyle osób z mojego zespołu zagrało z Methenym. Cieszyliśmy się jak dzieci. Pat ma charyzmę i jest naszym idolem od zawsze!

JF: A jak się muzyk odniósł do przygotowanej wcześniej części "produkcyjnej", czyli do cudów komputerowych?

AMJ: Na szczęście bardzo mu się podobały. A właśnie jego reakcji na tę część naszej pracy, panicznie się bałam. Pierwszy utwór, jaki mu zaprezentowaliśmy, to była jego kompozycja, do której tekst napisała Magda Czapińska "Tell Her You Saw Me-Przypływ, odpływ, oddech czasu". Trzeba być mną, żeby chcieć coś takiego zaśpiewać. W oryginale jest to bowiem utwór orkiestrowy. Całą partię orkiestry śpiewam głosami. Wyszła bardzo dziwna, mantrowa, złamana polirytmią piosenka.

JF: Śpiewa pani po polsku. Co na to Pat Metheny?

AMJ: Gdybym śpiewała po angielsku, pewnie by ze mną nie nagrywał. Całe szczęście, że kiedyś zdecydowałam się, że zawsze będę śpiewać po polsku. Na świecie mówią: "I believe in sound", "Wierzę w dzwięk". A mój dźwięk, to mój język. Pat lubi zresztą polski. Uważa, że jest dużo ciekawszy w brzmieniu od portugalskiego. Nasz spółgłoski-skrajnie twarde i miękkie nadają słowom więcej koloru. Pat chciałby, aby tytuł płyty zawierał w sobie całą kolekcję spółgłosek "sz" i "cz".

JF: Ale tak się nie stało. Album nosi tytuł "Upojenie". Może satysfakcję mu dadzą inne tytuły utworów...

AMJ: Może wspomniany "Przypływ, odpływ, oddech czasu", "Czarne słowa" albo "Cichy zapada zmrok".

JF: Jaki liderem jest Pat Metheny? Kiedyś powiedział sam o sobie, że nie jest silnym liderem, że wie czego od muzyków chce, ale w nakreślonych przez niego ramach pozostawia im pełną swobodę wypowiedzi.

AMJ: Pat mawia, że muzyka jest liderem. On zaś sam, przede wszystkim porządkował twórcze wybuchy naszego indywidualnego natchnienia. Niby kameralny, miło uśmiechnięty, a niezwykle silnie działał na nas swoją charyzmą. Bardzo to było inspirujące. Nasi muzycy grali świetnie, wszyscy byli bardzo skupieni. Nie dochodziło do żadnych manifestacji swojego ego. To w ogóle nie wchodziło w grę. Pat sam dawał nam wspaniały przykład. Zagrał np. znakomitą solówkę na rolandzie i w chwilę później z niej rezygnował, bo uznał, że nie wnosi ona nic specjalnego do całej koncepcji utworu. Jeśli Pat uważał, że na przestrzeni dwóch fraz albo całego chorusu jedyne, co jego gitara powinna zagrać, to delikatne muśnięcie w dalekim planie, to tak grał. Czy nie jest to przejaw ogromnej pokory wobec muzyki?

JF: Piękne brzmienia, oszałamiająca technika charakteryzują grę Metheny'ego. Na co muzyk ten zwracał szczególną uwagę podczas waszej wspólnej pracy? Mówiąc wprost: co Pat lubi, a co go drażni?

AMJ: Jest bardzo wrażliwy na nastrój, szlachetność formy, porządek myśli, na przestrzeń w muzyce. Pat potrafi do jednego utworu nagrywać po cztery partie różnych rodzajów gitar, aby stworzyć różne plany. Ten ostatni miał być tak daleki, że prawie na granicy słyszalności. Tu objawiał się jego geniusz. Dobrze to rozumiałam, ponieważ mnie też czasami dużo więcej szczęścia daje nagranie jakiegoś westchnienia w dalekim planie niż zamaszystego wiodącego wokalu.
    Zauważyliśmy natomiast, że Pat nie lubi przeimprowizowania w jego utworach. Napięcie i punkty kulminacyjne są bardzo precyzyjnie przez niego wymyślone i trzeba temu być szalenie wiernym. Cała sfera harmoniczno-melodyczna jest nienaruszalna.
    Praca z nim, przynajmniej dla mnie, miała charakter niemal metafizycznego przeżycia. Być świadkiem momentów jego natchnienia, widzieć, jak łatwo przychodzi mu gra, ale też mieć świadomość, że on sobie niczego nie odpuszcza, że bierze odpowiedzialność za każdą frazę-to było niecodzienne doświadczenie. Można zrobić stop klatkę na każdej zagranej przez pata nucie i jej obecność w tym miejscu zawsze będzie kosmicznie wytłumaczona. Jest w nim niezwykły splot intuicji i odpowiedzialności. Kiedy nad ranem opuszczaliśmy studio, zdarzało się, że Pat zostawał i jeszcze dogrywał swoje solówki.

JF: Jak wyglądał przeciętny dzień, jeden z tych sześciu niezwykłych dni w Studiu S4?

AMJ: Nagrania rozpoczynaliśmy około godz. 11, a opuszczaliśmy studio o 4 nad ranem. I tak dzień w dzień.

JF: A odpoczynek, przerwy na jedzenie, pogawędki?

AMJ: Nie było przerw, nie było obiadków. Pat, gdy nagrywa w ogólnie nie jada. Podobnie postępuje przed koncertami. Chce być maksymalnie skoncentrowany i energię zachować na grę, a wiadomo, że organizm po posiłku działa w spowolniony sposób. On chce być czujny i aktywny. Poprosił jedynie o lodówkę, w której trzymaliśmy dla niego zapasy Coca-Coli Light. Pił ją stale. Być może kofeina zawarta w napoju pomagała mu utrzymać się w dobrej formie przez tak wiele godzin.
   Ja też nie musiałam jeść. Problemem pewnym było dal mnie niewyspanie. Dla wokalisty cztery godziny sny to zabójstwo. Starałam się opóźniać moment wstania z łóżka, nawet kosztem śniadania. Śpiewanie to również praca fizyczna. Jeśli mam naprawdę śpiewać, nie mogę myśleć o niemocy ciała. Inaczej przy utworach o ambitusie dwóch oktaw może być problem.
    Bywało, że o trzeciej nad ranem Pat mi mówił:- No to teraz proszę zaśpiewaj mi chórek chińskich bab, wybrzmienie spółgłoski w pionie chóralnym powinno przypaść na trzecią szesnastkę po raz. Dziękowałam wtedy Bogu, że chodziłam do szkół i rozumiałam, czego on ode mnie żąda, gdy mówił:- Śpiewaj w fis w alcie-to lepsze niż tercja.
   Pracując z Patem przekonaliśmy się, że punkt startu do pracy jest w innym miejscu niż to, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Nie ma mowy o ludzkiej niemocy, nie ma mowy o przypadku. Jako muzyk wymaga bardzo wiele, przede wszystkim od samego siebie.

zdjęcie za zgodą vipnews zdjęcie za zgodą VipNews.pl

JF: Rozmawiamy na trzy tygodnie przed ukazaniem się albumu...Czy to już finał, czy finisz do finału?

AMJ: Wychodząc ze studia Pat Metheny powiedział:- Jesteście fantastyczni, ale martwię się o was, bo przed wami jest mix, na który powinniście mieć trzy miesiące. Zmagamy się z tym. Marcin prawie nie wychodzi ze Studia S4. Bywa, że pracujemy równolegle w trzech studiach. Nawet pat jest zdziwiony tempem, zapałem i determinacją. Cóż, ułańska fantazja!
    Codziennie łączem mp3 przesyłany jest Patowi materiał. On "odwrotną pocztą" przekazuje swoje uwagi. A interesuje się wszystkim: smaczkami, drobiazgami, jakie dogrywamy i grafiką na okładce płyty, której autorem jest Piotr Dumała.

JF: "Upojenie" jest projektem realizowanym przez wytwórnię Warner Music Poland. Pani jest związana kontraktem z innym fonograficznym gigantem-Universalem. Czy bez kłopotów panią "wypożyczono"?

AMJ: Moja macierzysta wytwórnia jest również partnerem w tym projekcie. A szefowie w Londynie wręcz cieszyli się i trzymali kciuki, aby nagranie z Patem doszło do skutku. To przecież działa na korzyść wizerunku ich "wokalistki".

JF: Aniu, a co chciałaby pani przede wszystkim zapamiętać z tej muzycznej przygody?

AMJ: Chyba to, co powiedział mi Pat, kiedyś nad ranem, że muzyka jest taką dziedziną, w której odzyskujesz każdą cząstkę energii, jaką w nią wkładasz.

JF: Dziękuję za rozmowę.

(c) ANNA MARIA JOPEK MUSIC